Jak zostałem hunterem
: 04 lutego 2016, 02:31
Na przywitanie opiszę krótko jak to się stało że zdecydowałem się zameldować w gronie wiatrówkowych myśliwych.
Otóż przedwczoraj przyszedł do mnie zakupiony (w zbożnym celu dziurawienia tarczy) na alledrogo Galatian a wczoraj jakby na zamówienie.... pies wywęszył w moim pokoju SZCZURA! Teoretycznie niemożliwe, a jednak siedział pod szafką w kącie, dorodne szare szczurzysko z błyszczącym, zadbanym futerkiem. Zupełnie ładny jak na mój gust ale nie miałem w tej sprawie nic do powiedzenia niestety. Po godzinnym polowaniu i niemal całkowitym zdemolowaniu wystroju wnętrza udało mi się gryzonia złapać do wiadra po czym małżonka kategorycznie zażądała abym go uśmiercił. Zaleciła nawet najbardziej, jej zdaniem, poręczne urządzenie do wykonania wyroku- siekierę. Na szczęście jestem posiadaczem małej kolekcji pistoletów wiatrówkowych więc po nieśmiałych (i nieudanych) negocjacjach nt. możliwości ewentualnego uwolnienia zwierza wziąłem co-tam-miałem-pod ręką (akurat trafiło na sprężynowego Webley Typhoona) i dokonałem egzekucji niemal "z przyłożenia". Ze zdenerwowania tak mi się trzęsły ręce że trafiłem dopiero za drugim razem a żeby zwierzowi skrócić cierpienia musiałem zużyć jeszcze jedną śrucinę. Niby lepsze to niż zatłuczenie szczura kolbą pistoletu (albo siekierą) ale niesmak pozostał. W taki oto niezbyt sportowy sposób zaliczyłem swoją pierwszą zdobycz myśliwską.
Otóż przedwczoraj przyszedł do mnie zakupiony (w zbożnym celu dziurawienia tarczy) na alledrogo Galatian a wczoraj jakby na zamówienie.... pies wywęszył w moim pokoju SZCZURA! Teoretycznie niemożliwe, a jednak siedział pod szafką w kącie, dorodne szare szczurzysko z błyszczącym, zadbanym futerkiem. Zupełnie ładny jak na mój gust ale nie miałem w tej sprawie nic do powiedzenia niestety. Po godzinnym polowaniu i niemal całkowitym zdemolowaniu wystroju wnętrza udało mi się gryzonia złapać do wiadra po czym małżonka kategorycznie zażądała abym go uśmiercił. Zaleciła nawet najbardziej, jej zdaniem, poręczne urządzenie do wykonania wyroku- siekierę. Na szczęście jestem posiadaczem małej kolekcji pistoletów wiatrówkowych więc po nieśmiałych (i nieudanych) negocjacjach nt. możliwości ewentualnego uwolnienia zwierza wziąłem co-tam-miałem-pod ręką (akurat trafiło na sprężynowego Webley Typhoona) i dokonałem egzekucji niemal "z przyłożenia". Ze zdenerwowania tak mi się trzęsły ręce że trafiłem dopiero za drugim razem a żeby zwierzowi skrócić cierpienia musiałem zużyć jeszcze jedną śrucinę. Niby lepsze to niż zatłuczenie szczura kolbą pistoletu (albo siekierą) ale niesmak pozostał. W taki oto niezbyt sportowy sposób zaliczyłem swoją pierwszą zdobycz myśliwską.