Jeżeli chodzi o system to go odratuje na spokojnie, z tym sobie poradzę. Natomiast największym problemem dla mnie będzie sama osada
Aktualnie wygląda ona tragicznie, ma dużo wgnieceń, a najgorsze jest to, że jest pomalowana, i to chyba nieraz, na przestrzeni wielu lat, jakąś straszną brązową farbą olejną, która ma kolor przypominający...
I tu moje pytanie, jak taką osadę odratować? Próbowałem to usuwać mechanicznie ale to droga przez mękę i generalnie bardzo dużo materiału też schodziło z samej kolby, natomiast nie było to efektywne. Znalazłem jakiś specyfik do rozpuszczania powłok lakierniczych i to dało już dużo lepsze efekty. To znaczy nadal nie chce to za bardzo złazić, ale jest na tyle zmiękczone, że można to zeskrobać cykliną bez niszczenia kolby.
Zastanawiam się, jak taką kolbę pomalować i jak uzupełnić wszelkie wgnioty i obicia. Chciałbym możliwie skutecznie zamaskować uszkodzenia mechaniczne a kolbę przywrócić do stanu, maksymalnie przypominającego fabryczny czyli olejowanie raczej też tu nie wchodzi w grę.
Drugi problem, który nawet wydaje się poważniejszy To pęknięcie kolby od dolnej strony, gdzie porusza się napinacz sprężyny. W karabinku kiedyś wypadł nit, trzymający dźwignie napinacza i jakiś domorosły rusznikarz zastąpił ten nit nieodpowiednio zarobionym gwoździem. Niestety wystający gwóźdź okazał się za szeroki i rozepchał kolbę, powodując jej wzdłużne pęknięcie. Przed malowaniem muszę w jakiś sposób to skleić i zastanawiam się, jak to zrobić, żeby ukryć ślad pęknięcia oraz maksymalnie skutecznie połączyć dwie części kolby. Dosyć problematyczne jest umieszczenie kleju w tej szczelinie, ponieważ trzeba wręcz rozciągać pękającą osadę.
Będę wdzięczny za wszelkie porady, jak odrestaurować drewno, aby miało charakter maksymalnie zbliżony do fabrycznego. A cały złom został pooksydowany na nowo i do wiosny będzie w warunkach jubilersko-zegarmistrzowskich złożony na nowo



